niedziela, 29 września 2019

Rozdział 2.

Dzisiaj rozpoczynałam swój pierwszy dzień w pracy. Denerwowałam się, nie byłam pewna, czy dobrze zrobiłam zgadzając się na taką pracę, na której się nawet nie znam. Wahałam się jeszcze jakiś czas, ale ojciec przekonał mnie do tego, że sobie poradzę, że nie jest to w ogóle ciężkie do ogarnięcia. Byłam ubrana w jeansowe spodenki z wysokim stanem a do tego hiszpanka w kolorze błękitnym i białe trampki.
- Amelia! 
Usłyszałam wołanie ojca dobiegające z dołu, więc szybko rozczesałam swoje włosy, które pozostawiłam, jak zwykle rozpuszczone. Na plecy narzuciłam czarny plecak, w którym znalazł się mój telefon i wyszłam z pokoju. W tych czasach wyjście z domu bez telefonu jest niemalże niemożliwe. Zbiegłam po schodach na dół i stanęłam przed rodzicami. 
- Jedziemy? - zagadnęłam z uśmiechem. - Wiesz... Nie chcę się spóźnić swojego pierwszego dnia. 
Dodałam rozbawiona i ucałowałam mamę w policzek i zaraz wyszłam z ojcem z domu. Wsiadłam do samochodu i zapięłam pas. Spoglądałam przed siebie na drogę, dopóki nie usłyszałam mojego ojca. 
- Poradzisz sobie. Nie denerwuj się. 
- Nawet się na tym nie znam. Nie wiem skąd przyszedł ci do głowy pomysł, aby to mnie tam zabierać. 
- Bo jestem przekonany, że sobie poradzisz. 
Zapewnił mnie i uśmiechnął się do mnie. No cóż, może nieco mi ulżyło, ale odetchnę, gdy przetrwam swój pierwszy dzień, bez popełnienia żadnej gafy. Zeszłam na ziemię, gdy ojciec zatrzymał się już pod remizą. Nie byłam tutaj już kilka lat, byłam ciekawa jak wiele się zmieniło. Wysiadłam z samochodu i spojrzałam na remizę. W środku stały dwa wozy strażackie i wóz ratowników. Tak myślę. Stałam tak chwilę dopóki ojciec mnie nie zawołał. Stał już przed wejściem, więc podbiegłam do niego. Kilkunastu strażaków kręciło się przy wozach strażackich, dwóch strażaków siedziało przy stole przy jakieś gazecie, a dwie kobiety przy nich prowadząc dyskusję.
- Chodźcie na chwilę! - zawołał mój ojciec wychodząc nieco przede mną. - Chcę wam przedstawić moją córkę... 
- Amelia! 
Usłyszałam zaraz wołanie któregoś ze strażaków, który po chwili wyłonił się z tłumu. Stałam chwilę w bezruchu spoglądając na podchodzącego do mnie mężczyznę. Musiałam sobie przypomnieć kim on jest. 
- Nie poznajesz mnie? 
Zapytał rozbawiony i uśmiechnął się do mnie. Przyglądałam mu się chwilę, a następnie uśmiechnęłam się szeroko. 
- Wujek Chris? - zapytałam cicho, a widząc wkradający się szeroki uśmiech na jego twarz, przytuliłam go. - Dobrze cię znów widzieć. 
Dodałam z przyjaznym uśmiechem na twarzy. Ostatni raz byłam tutaj mając osiem lat. Teraz mam dwadzieścia jeden, miałam prawo go nie rozpoznać.
- Komendancie czy to ta sama Amelia, którą kręciła się między nami parę lat temu? - usłyszałam znów głos innego strażaka, który znalazł się obok mnie. - Ale wyrosłaś. 
- Joey? 
Zagadnęłam a gdy skinął głową, również go przytuliłam, dostrzegając stojącego dwa metry dalej młodego czarnoskórego strażaka. Mój ojciec obserwował nas z rozbawieniem malującym się na twarzy. 
- Skończyliście? Amelia zostanie z nami przez najbliższe trzy miesiące. 
- Ratowniczka? - usłyszałam zaraz głos ciemnoskórej kobiety, która zaraz się do mnie uśmiechnęła. 
- Oj, nie... Zostawmy to dla ludzi, którzy się na tym znają. - odezwałam się posyłając jej przyjazny uśmiech. 
- Amelia będzie wypłacała wam wypłaty, odbierała telefony i takie tam. Mam nadzieję, że dobrze ją przyjmiecie i potraktujecie Amelię jak swoją młodszą siostrę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rozdział 2.

Dzisiaj rozpoczynałam swój pierwszy dzień w pracy. Denerwowałam się, nie byłam pewna, czy dobrze zrobiłam zgadzając się na taką pracę, na kt...